
Większość początkujących inwestorów zaczyna budowanie portfela od pytania:
Co kupić?
Jakie akcje? Jaki ETF? Technologia? Banki? Spółki dywidendowe? A może obligacje?
Moim zdaniem znacznie ważniejsze pytanie brzmi:
Co stanie się z moim portfelem, jeżeli mój scenariusz okaże się błędny?
To fundamentalna różnica.
Dobry portfel nie powinien być zbudowany wyłącznie po to, żeby maksymalizować zysk wtedy, gdy wszystko układa się zgodnie z naszymi oczekiwaniami.
Powinien również pozwalać przetrwać okresy, kiedy rynek zachowuje się zupełnie inaczej, niż zakładaliśmy.
I właśnie dlatego budowanie portfela zaczynam od ryzyka, a nie od potencjalnej stopy zwrotu.
Czym właściwie jest odporny portfel inwestycyjny?
Odporność portfela nie oznacza, że jego wartość nigdy nie spada.
Taki portfel praktycznie nie istnieje.
Jeżeli inwestujemy na rynku akcji, musimy zaakceptować zmienność. Spadki o kilka czy kilkanaście procent są naturalnym elementem inwestowania.
Odporność oznacza coś innego.
Portfel powinien być skonstruowany w taki sposób, aby pojedynczy błąd, jedna spółka, jeden sektor albo jeden scenariusz makroekonomiczny nie był w stanie zniszczyć naszego kapitału.
To bardzo ważne rozróżnienie.
Możemy się pomylić.
Nie możemy jednak pozwolić sobie na błąd, po którym nie będziemy mieli możliwości dalszego inwestowania.
Dywersyfikacja to nie liczba spółek
Często spotykam się z przekonaniem, że posiadanie kilkunastu albo kilkudziesięciu spółek automatycznie oznacza dobrze zdywersyfikowany portfel.
Niekoniecznie.
Wyobraźmy sobie inwestora posiadającego:
Microsoft, Nvidia, Broadcom, Oracle, Amazon, Meta, Alphabet oraz kilka spółek związanych z centrami danych.
Na pierwszy rzut oka ma osiem różnych przedsiębiorstw.
Problem polega na tym, że wiele z nich może reagować na podobne czynniki.
Boom na sztuczną inteligencję.
Nakłady inwestycyjne największych firm technologicznych.
Koszt finansowania.
Rentowności obligacji.
Wyceny spółek wzrostowych.
Jeżeli nastąpi gwałtowna zmiana oczekiwań dotyczących któregoś z tych elementów, kilka pozornie niezależnych pozycji może zacząć spadać jednocześnie.
Dlatego dywersyfikacja nie polega wyłącznie na liczbie tickerów.
Chodzi przede wszystkim o różne źródła ryzyka.
Pierwsza warstwa: dywersyfikacja sektorowa
Najprostszym sposobem ograniczenia koncentracji jest posiadanie przedsiębiorstw działających w różnych sektorach gospodarki.
Technologia może reagować inaczej niż ochrona zdrowia.
Banki inaczej niż przedsiębiorstwa użyteczności publicznej.
Spółki przemysłowe inaczej niż producenci dóbr konsumpcyjnych.
Nie oznacza to, że musimy posiadać przedstawiciela każdego sektora.
Chodzi raczej o unikanie sytuacji, w której cały wynik portfela zależy od jednego trendu.
Jeżeli 80 procent kapitału jest związane bezpośrednio lub pośrednio ze sztuczną inteligencją, to nie mamy prawdziwej dywersyfikacji tylko dlatego, że posiadamy dziesięć różnych spółek.
Druga warstwa: wielkość pozycji
Można posiadać świetne przedsiębiorstwo i jednocześnie zbudować złą pozycję.
Dlaczego?
Bo nawet najlepsza analiza może okazać się błędna.
Załóżmy, że jedna spółka stanowi 40 procent całego portfela.
Jeżeli jej kurs spadnie o 50 procent, sam ten ruch obniży wartość całego portfela o około 20 procent.
A przecież pozostałe aktywa również mogą w tym czasie tracić.
Dlatego zarządzanie wielkością pozycji jest dla mnie jednym z najważniejszych elementów kontroli ryzyka.
Nie chodzi o to, żeby nigdy nie posiadać większych pozycji.
Chodzi o świadomość konsekwencji.
Zawsze warto zadać sobie pytanie:
Co stanie się z całym portfelem, jeżeli moja największa pozycja spadnie o 30, 40 albo 50 procent?
Jeżeli odpowiedź brzmi: „będę miał poważny problem”, pozycja może być po prostu za duża.
Trzecia warstwa: gotówka też jest pozycją
Gotówka często jest traktowana jak kapitał, który „nic nie robi”.
Nie patrzę na nią w ten sposób.
Gotówka daje inwestorowi coś niezwykle wartościowego:
możliwość działania.
Kiedy rynek rośnie przez wiele miesięcy, posiadanie wolnych środków może wydawać się błędem.
Ale kiedy pojawia się korekta i dobre przedsiębiorstwa zaczynają być wyceniane znacznie niżej, gotówka staje się opcjonalnością.
Inwestor, który wykorzystał wcześniej cały kapitał, może jedynie obserwować spadki.
Inwestor posiadający rezerwę może zacząć podejmować decyzje.
Oczywiście zbyt duża ilość gotówki przez wiele lat również ma swój koszt.
Dlatego nie chodzi o permanentne siedzenie poza rynkiem.
Chodzi o zachowanie elastyczności.
Czwarta warstwa: obligacje
Akcje i obligacje pełnią w portfelu inne funkcje.
Akcja jest udziałem w przedsiębiorstwie.
Obligacja jest instrumentem dłużnym.
Ich zachowanie zależy od innych czynników, chociaż w określonych warunkach obie klasy aktywów mogą oczywiście tracić jednocześnie.
W przypadku obligacji szczególnie ważne są:
inflacja,
stopy procentowe,
oczekiwania dotyczące polityki banku centralnego,
ryzyko kredytowe,
termin zapadalności.
Dlatego samo dodanie obligacji do portfela nie oznacza automatycznie ograniczenia ryzyka.
Obligacja trzydziestoletnia zachowuje się zupełnie inaczej niż kilkumiesięczny bon skarbowy.
Inwestor powinien rozumieć, po co konkretny instrument znajduje się w jego portfelu.
Piąta warstwa: ryzyko walutowe
Dla polskiego inwestora kupującego aktywa w Stanach Zjednoczonych istnieje jeszcze jeden element.
Dolar.
Możemy prawidłowo ocenić spółkę, jej akcje mogą wzrosnąć, a mimo tego wynik liczony w złotych będzie słabszy z powodu umocnienia polskiej waluty.
Może oczywiście wystąpić również sytuacja odwrotna.
Dlatego ekspozycja na rynek amerykański oznacza jednocześnie ekspozycję walutową.
Nie traktuję jej automatycznie jako czegoś złego.
Po prostu trzeba wiedzieć, że istnieje.
Najważniejsza dywersyfikacja: różne scenariusze
Tutaj dochodzimy do elementu, który uważam za szczególnie istotny.
Portfel można analizować poprzez scenariusze.
Co stanie się, jeśli inflacja ponownie wzrośnie?
Które aktywa mogą znaleźć się pod presją?
Co stanie się, jeśli Fed zacznie szybko obniżać stopy?
Czy będzie to efekt spadającej inflacji, czy pogarszającej się gospodarki?
Co stanie się podczas recesji?
Jak zachowają się przedsiębiorstwa znajdujące się w portfelu?
Co stanie się, jeśli boom AI potrwa kolejne pięć lat?
Które firmy rzeczywiście na nim zarobią?
A co, jeśli wydatki na AI gwałtownie wyhamują?
Czy połowa portfela zależy właśnie od tego jednego scenariusza?
Takie pytania są moim zdaniem znacznie bardziej wartościowe niż samo sprawdzanie, czy posiadamy odpowiednią liczbę spółek.
Korelacje zmieniają się podczas kryzysu
Jest jeszcze jeden problem.
Aktywa, które w normalnych warunkach zachowują się inaczej, podczas paniki mogą nagle zacząć poruszać się w tym samym kierunku.
Kiedy inwestorzy potrzebują płynności, sprzedają często nie tylko złe aktywa.
Sprzedają to, co mogą sprzedać.
Dlatego historyczna korelacja nie daje gwarancji zachowania portfela podczas kolejnego kryzysu.
To kolejny argument za tym, aby nie polegać wyłącznie na jednym mechanizmie ochrony kapitału.
Nie próbuję stworzyć portfela idealnego
Idealny portfel istnieje tylko z perspektywy czasu.
Po roku bardzo łatwo powiedzieć:
„Trzeba było mieć 100 procent w tej jednej spółce”.
Problem polega na tym, że rok wcześniej tego nie wiedzieliśmy.
Inwestowanie odbywa się w warunkach niepewności.
Dlatego moim celem nie jest stworzenie portfela, który osiągnie najwyższą możliwą stopę zwrotu w jednym konkretnym scenariuszu.
Chcę posiadać portfel, który pozwala mi uczestniczyć we wzroście rynku, ale jednocześnie daje możliwość reagowania, kiedy sytuacja się zmienia.
Portfel powinien być procesem, nie produktem
To być może najważniejszy element całego artykułu.
Portfel nie jest czymś, co budujemy raz.
Zmieniają się:
wyceny,
wyniki przedsiębiorstw,
stopy procentowe,
inflacja,
sytuacja gospodarcza,
nasz kapitał,
a nawet nasze cele życiowe.
Dlatego portfel wymaga okresowego przeglądu.
Nie oznacza to ciągłego handlowania.
Wręcz przeciwnie.
Czasami najlepszą decyzją jest brak decyzji.
Ale brak działania powinien wynikać z analizy, a nie z ignorowania tego, co dzieje się z naszym kapitałem.
Pięć pytań, które warto zadać sobie dzisiaj
Otwórz swój portfel i zamiast patrzeć na dzisiejszy wynik, odpowiedz sobie na pięć pytań.
Czy jedna spółka może zadecydować o wyniku całego portfela?
Czy większość moich spółek zależy od tego samego trendu gospodarczego?
Co zrobię, jeżeli rynek spadnie o 20 procent?
Czy mam kapitał pozwalający wykorzystać większą przecenę?
Czy wiem, dlaczego posiadam każdy instrument znajdujący się w portfelu?
Jeżeli potrafisz odpowiedzieć na te pytania, jesteś znacznie bliżej świadomego zarządzania kapitałem.
Podsumowanie
Dobry portfel inwestycyjny nie jest zbiorem najlepszych pomysłów.
Jest systemem zarządzania ryzykiem.
Dywersyfikacja sektorowa, odpowiednia wielkość pozycji, gotówka, różne klasy aktywów i świadomość ryzyka walutowego mogą zwiększyć jego odporność.
Najważniejsze jest jednak coś jeszcze.
Nie buduj portfela wyłącznie pod scenariusz, który według Ciebie wydarzy się na pewno.
Na rynku nic nie wydarza się na pewno.
Dlatego zamiast próbować bezbłędnie przewidywać przyszłość, znacznie rozsądniej jest przygotować portfel na sytuację, w której nasze przewidywania okażą się błędne.
To właśnie jest dla mnie prawdziwe zarządzanie ryzykiem.
Materiał ma charakter edukacyjny i nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej.
